Jak to się zaczęło….

blog o szyciu

Przygodę z szyciem można zacząć od tak z dnia na dzień lub po wieloletnich przemyśleniach na ten temat. Mój przypadek łączy w sobie jeden i drugi sposób. Szycie mam chyba we krwi. Rodzice mojej mamy byli krawcami i jednym z pierwszych moich wspomnień z domu dziadków było jak siedzę jako kilkuletni szkrab między żeliwnymi nogami maszyny do szycia ustawionej w kuchni pod oknem i z uporem maniaka poruszam pedałem maszyny, która wydaje hipnotyzujące, szumiące dźwięki. Jako sześciolatka szperałam w szafie, w której dziadkowie trzymali ścinki tkanin ( bo przecież ludzie w tamtych czasach nic nie wyrzucali) i z najbardziej kolorowych kawałków szyłam torebki, które potem z dumą prezentowałam podczas wycieczek rowerowych z dziadkiem.

Szczególnie w pamięci utkwiła mi torebka, którą uszyłam z soczyście turkusowej tkaniny, do tej pory to mój ulubiony kolor. Jeszcze jako nastolatka realizowałam swoje projekty toreb, sukni i wielu, wielu innych, jednak z czasem pasja przygasła z braku czasu i natłoki codziennych obowiązków. Latka leciały, a ja jakoś nie potrafiłam znaleźć czasu na szycie, mimo że z tyłu głowy ciągle była myśl, aby wrócić do tego co kiedyś sprawiało mi tyle radości. Nie ma już ze mną moich mentorów w tej dziedzinie. Babcia odeszła, gdy miałam kilka lat, a dziadek nieco ponad rok temu.

Jestem osobą bardzo sentymentalną, dla której tradycje rodzinne i wspomnienia wiele znaczą. Niedawna strata dziadka i fakt, że po raz drugi zostałam mamą uświadomiły mi, jak niewiele czasu mamy, aby spełniać swoje marzenia i dzielić się sobą z bliskimi. Praktycznie z dnia na dzień Na nowo zapłonęła we mnie potrzeba realizowania się w tym, co kiedyś sprawiało mi tyle radości. Być może kiedyś moja córcia również odkryje w sobie talent krawiecki i będę mogła nauczyć ją tego, czego mnie uczyli dziadkowie…. Mam taką nadzieję, a tym czasem chcę zrobić coś dla siebie. Chcę poza byciem mamą zająć się czymś, co chodź na chwile odciągnie moje myśli o domowych obowiązków i pozwoli się zrelaksować. Mam nadzieje, że historia mojego powrotu do źródeł rozwinie się w niekończącą się opowieść nowych pomysłów i realizacji twórczych. Trzymajcie za mnie kciuki:).

You may also like

1 komentarz

  1. U mnie przygoda z szyciem zaczęła się jak byłam na macierzyńskim. Też z pobudek sentymentalnych wyciągnęłam ze strychu maszynę mojej babci i postanowiłam uszyć coś niewielkiego dla mojego synka. Potem odkryłam całą masę inspirujących stron i blogów w internecie (szczególnie uwielbiam Przepis na szycie :)) i przepadłam całkowicie. Teraz nie wyobrażam sobie jak mogłam kiedyś żyć bez maszyny. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *